Droga Cassina na Piz Badile
Przy okazji wakacyjnych wojaży wylądowaliśmy znów, a jakże 🙂 w Val di Mello. Asia z Izą już dłużej działały w Alpach (o czym pewnie jeszcze parę słów będzie), tymczasem w zespole z Bartkiem, mając stosunkowo mało czasu do działania, zdecydowaliśmy się na jedno dłuższe wyjście. Bartek sięgnął do swojej listy celów i „trudne się wylosowało” – Cassin na Piz Badile.
Poniżej znajdziesz opis drogi Cassina, w tym podejścia i zjazdów.
Badyl – wiadomo – góra jak z obrazka. Droga Cassina przecina pięknie wschodnią ścianę, ma jakiś kilometr długości w świetnej jakości granicie. Trudności techniczne nie są wygórowane, bo mamy tu kilka wyciągów VI+ (lub 6a, w zależności od topo), trochę kłopotów natomiast może sprawiać logistyka działania na niej oraz, niestety, popularność. Droga Cassina łączy się w partiach szczytowych z popularnym Nordkante, którym kończymy wspinanie na szczycie Piz Badile. W praktyce mamy więc około 17-20 wyciągów wspinania na ścianie i około 200 metrów graniówki, które można przejść na lotnej (trudności do III).
Powrót ze szczytu można zrealizować na dwa sposoby: zjazdami na włoską stronę lub zjeżdżając Nordkante. Wycof drogą, ze względu na jej diagonalny przebieg oraz charakter części stanowisk, jak się wydaje może być problematyczny. Zjazdy północnym kantem to z kolei 1200 metrów poszukiwania stanowisk na dość rozległych połaciach skały, poważna przygoda (Asia i Bartek mieli okazję lata temu przekonać się na własnej skórze). Powrót na stronę włoską z kolei wymaga zejścia ok. 20 minut spod szczytu oraz 4 (!) zjazdów pod ścianę. Później już tylko pozostaje przedreptać 1800 metrów przewyższenia i jakieś 10 km do Bagni di Massino, z ewentualną przerwą w schronisku Gianetti.
Brzmi super – taką też opcję wybraliśmy i zdecydowanie polecamy. Od tego sezonu (2026 r.) otwarte zostały parkingi i ścieżka podejściowa nad Bondo, które skracają czas dojścia do schroniska Sasc Fura od ok. 1.40 h. Po obrywie na Piz Cengalo w sierpniu 2017 r. czas dojścia był zdecydowanie dłuższy. Zespół wsparcia logistycznego podrzucił nas na parking i po tym krótkim marszu zameldowaliśmy się w schronisku. Celowaliśmy w okno pogodowe, i jak się na miejscu okazało, skutkowało to dość sporym towarzystwem – na samego Cassina wybierało się około 10 zespołów. Wyjście około 3:20 pozwoliło nam zakolejkować się gdzieś w środku stawki. Spod schroniska mamy do pokonania ok. 700 metrów przewyższenia, dochodzimy do siodełka z którego startuje Nordkante, po czym przewijamy się na północno-wschodnią ścianę. Tutaj powoli zaczyna robić się widno, schodzimy (opcjonalny zjazd) na półki i asekurujemy się przechodząc po mokrych płytach pod resztkami śniegu. Przed startem drogi czeka nas jeszcze trójkowy kominek z użyciem liny i czekamy chwilę w kolejce na start zacięciem Rebuffata.
Słońce pojawia się już na stanowisku po pierwszym wyciągu i poza Kominami Wyjściowymi temperatura jest naprawdę komfortowa – ściana jest cały czas w słońcu. Samo wspinanie przebiega sprawnie, bez przygód. Pewien dyskomfort i niesmak pozostawiają zespoły przewodnickie, próbujące wyprzedzać równolegle. W okolicach wyciągu 6. przechodzimy omyłkowo (idąc za poprzednikami, skuszonymi hakiem) przez siłowy okapik, na stosunkowo prostych płytach z kolei trochę mnie wytrzęsło, zanim oswoiłem się z runoutami w połogu. Bartek pokonuje sprawnie kluczowy wyciąg nad półkami i docieramy powoli pod Kominy. Pierwszy z dwóch wyciągów kominowych zdecydowanie łatwiej pokonać bez plecaka i w takiej konfiguracji wycena 5b jest jak najbardziej w porządku – z kolei Bartek z dwoma plecakami już nie miał zbyt tęgiej miny 🙂 Około 16:00 meldujemy się na grani, stąd sprawnie do wierzchołka i za ekipą młodych Niemców zaczynamy zjazdy. Godzinka zejścia do schroniska Gianetti, szybkie piwko z Izą i Przemkiem, po czym mozolne zejście na parking w Bagni di Massino, gdzie czeka na nas Asia. Po północy docieramy do campingu w San Martino, gdzie kończy się całość akcji. Zejście ze schroniska na dół było wybitnym przeżyciem duchowym, dającym możliwość przemyślenia po raz kolejny planowania takich wycieczek bez wcześniejszego rozchodzenia w górach. Opcja noclegu w Gianetti jest zdecydowanie rozsądniejsza.
Droga ma sporą renomę i duże znaczenie w aspekcie historycznym. Polecam w tym zakresie artykuł Kuby Radziejowskiego, opublikowany w GÓRACH 04/2008.
Reasumując, od wyjścia ze schroniska Sasc Fura do zejścia na parking w Bagni di Massino zeszło nam jakieś 23 godziny. Samego wspinania ok. 9,5 godziny, z czego dałoby się trochę urwać gdyby nie oczekiwanie za zespołami, nie spieszyliśmy się też zbytnio w czasie wspinania, mając na uwadze konieczność oczekiwania. Staraliśmy się również zakładać niezależne stanowiska względem zespołu przed nami, co również nieco komplikowało i wydłużało działanie. O ile problemy wynikające z logistyki podejścia i zejścia udało nam się fajnie rozwiązać, tak konsekwencje wyboru drogi i czasu (czyli ilości zespołów), to coś co trzeba wziąć na klatę albo zmienić cel.









Opis drogi
Podejście
Startujemy z parkingu P1 w Val Bondasca (46.3241603N, 9.5720186E) lub z Bondo (opcja dojazdu komunikacją publiczną). Nowy szlak podejściowy do schroniska Sasc Fura jest widoczny w mapach SwissTopo. Czas podejścia to ok. 1,5h z parkingu P1. Koszt noclegu w schronisku dla członków klubów UIAA latem 2026 r. wynosi 27 CHF, dla osób niezrzeszonych 40 CHF. Rezerwację wykonujemy przez system SAC (nie jest wymagana zaliczka). W schronisku wymagany jest liner, są ciepłe kołdry, klapki, prysznic, woda pitna.
Ze schroniska startujemy szlakiem prowadzącym do Capanna Sciora, później odbijamy w kopczykowaną ścieżkę wyprowadzającą na siodełko w filarze (46.3014169N, 9.5865611E), gdzie odbija Nordkante. Ścieżka jest dobrze widoczna na mapach czeskich (mapy.com). Ostatnia część jest nieewidentna, prowadzi polodowcowymi płytami. Czas dojścia jest podobny jak z parkingu do schroniska (1,5h).
Z siodełka schodzimy kilkanaście metrów do stanowiska zjazdowego, ewentualnie bez dużych trudności (II) schodzimy dalej do trawersujących ścianę półek. W pierwszej części sezonu letniego można tu natrafić na śnieg. Pod sam start zacięcia Rebuffata prowadzi łatwy kominek (III).
Wspinanie
L1. prowadzi estetycznym zacięciem z dobrą asekuracją z friendów. Wycena: 5a.
L2-L3. diagonalnie uciekająca w lewo ryska/zachód. Warto połączyć te dwa wyciągi i zakończyć na stanie po minięciu małej turniczki po lewej. Wycena: 4a/3a.
L4. Kilka czujnych ruchów pod okapami do stanowiska na płycie. Wycena 5c+.
L5. Poszliśmy za pozostałymi zespołami od stanowiska w lewo do haka i przez okap (6a), później już łatwiej płytami (5b). Wydaje się że idąc ze stanowiska prosto do góry utrzyma się trudności oryginalne (5b).
L6. Relatywnie prosty wyciąg po urzeźbionych płytach (charakterystyczne flejki). Wycena: 5a.
L7. Łatwym terenem doprowadza nas do półek. Warto dociągnąc ten wyciąg do stanu pod ósmym wyciągiem (kilka m nad półkami) Wycena 3b.
L8. Czujne zacięcie wiodące do hokejowego okapu. Z tego zacięcia przewijamy w połowie (dwa haki obok siebie, kropka na skale) w prawo na łatwą i urzeźbiona płytę i nią do stanowiska. Wycena 6a.
L9. Przyjemne zacięcie. Wycena 5b.
L10. Czujne dojście do widocznego daszku i lekki trawers w lewo do słabo urzeźbionego zacięcia, które doprowadzi nas do stanowiska. Wycena 5c+.
L11. Biegnie początkowo ukośną rysa w lewo, by po później prosto do góry do stanowiska pod leżącym zacięciem. Wygodne stanowisko na bloku skalnym lub ok. 8 metrów wyżej na spicie. Wycena 5a.
L12. Prowadzi wspomnianym zacięciem aż do początku V-kształtnego komina. Wycena 5a.
L13. To słynny już V-kształtny komin. Bez plecaka zdecydowanie wygodniej. Wycena 5b.
L14-15. Biegnie prostokątnym kominem, który w jednym miejscu się lekko przewiesza. Komin ma dobrą asekurację z haków jak i friendów. Wyższe osoby będą miały trochę łatwiej (można się rozstawić). Warto połączyć te dwa wyciągi aby założyć stanowisko po wyjściu z komina. Wycena 5b
L16. Urzeźbiona płyta po prawej stronie widocznego zacięcia. Wycena ok 4c
L17. Relatywnie łatwym terenem doprowadza grani. Wycena ok 4b
Po dojściu do grani warto skrócić linę i przejść na asekurację lotną. Droga granią wije się i często omija turnie po prawej/lewej stronie. Na samym końcu omijamy wyraźną turnie po jej lewej stronie u jej podstawy. Po tym krótki kominek wyprowadza nas na szczyt Piz Badile.
Mniejsza ilość wyciągów niż w oryginalnym schemacie wynika z tego, że w miarę możliwości przeciągaliśmy je w łatwym terenie.
Zjazdy
W opisie stosujemy kierunki widziane orograficznie.
Ze szczytu (spod metalowej piramidy) schodzimy w lewo ścieżką ok. 15 minut dosyć szerokiem żlebem. Z prawej strony, na litej grzędzie, znajdziemy kolucho zjazdowe – można stąd wykonać zjazd lub zewspinać się (II) ok. 50 metrów do ujścia bocznego żlebu odbijającego w prawo. Na jego prawej ścianie znajdziemy łańcuch zjazdowy.
Pierwszy zjazd prowadzi w dół żlebu (można zejść ~III) ok. 50 metrów, kolejne stanowisko znajduje się na półce po lewej stronie żlebu.
Drugi zjazd wykonujemy na płyty po lewej stronie od żlebu – należy dojść do krawędzi i przewinąć się za nią zaraz pod stanowiskiem. Zjeżdżamy 60 m do podstawy płyt. Następnie schodzimy łatwym terenem (I) ok. 50 metrów do stanowiska (łańcuch) położonego lekko z prawej.
Trzeci zjazd wykonujemy w linii spadku spod stanowiska. Po ok. 50 metrach można przesiąść się na kolejne stanowisko (łańcuch), jeżeli chcemy przyspieszyć dojeżdżamy kolejne 10 metrów do stanowiska z pętli z maillonami.
Czwarty zjazd wykonujemy do podstawy ściany (50 metrów). Stąd ok. 400 m deniwalacji do schroniska, za kopczykami, bez trudności.
Wspinam się latem i zimą, jeżdżę na skiturach od kilkunastu lat, zaś od 2018 r. szkolę w górach jako Instruktor Narciarstwa Wysokogórskiego Polskiego Związku Alpinizmu, od 2020 roku także w skałach (od 2024 r. – jako Instruktor Wspinaczki Skalnej PZA). Prowadzę kursy z zakresu wspinaczki skalnej, skialpinizmu, lawinoznawstwa oraz zimowej turystyki wysokogórskiej. W czasie wolnym od pracy instruktorskiej ciągle mało mi wspinania, bardzo cenię odkrywanie nowych miejsc i obszarów wspinaczki, podróże i aspekt towarzyski wspinania.