Szybkość wspinania

Szybkość wspinania

Zdjęcie nagłówkowe: Ilona Gawęda na biwaku w ścianie Half Dome, Yosemite, USA. 

Stare powiedzenie, że “prowadzący robi styl, a drugi robi czas” to niestety za mało. Lepszym jest stwierdzenie, że prowadzący robi styl ale szybko, a drugi powinien zapylac=pędzić, gnać. Można założyć, że drugi powinien przejść wyciąg max w połowie czasu pierwszego.

Jeśli drugi nie rusza w kolejny wyciąg, to spokojnie może wspinać się szybko, bo zaraz odpocznie na stanowisku.

Z szybkością wspinania oczywiście wiąże się wytrenowanie, poziom wyszkolenia technicznego, umiejętność zakładania asekuracji, doświadczenie w wyszukiwaniu linii drogi, sprawność wspinania w rozmaitych formacjach. To jest ważne, ale oczywiście w wiadomy sposób możemy przyspieszyć prowadzenie wyciągu przez zakładanie mniejszej liczby przelotów. Należy oczywiście mieć na uwadze, że wiąże się to z większym ryzykiem poważniejszego w skutkach upadku.

Na wyciągach o trudnościach poniżej naszego limesu o dwa stopnie i więcej, powinniśmy naprawdę sprawnie się poruszać, o ile tylko z założenia nie wspinamy się rekreacyjnie, delektując się każdym możliwym przechwytem i okolicznościami przyrody. 

Asekuracja w łatwym terenie

Ważną umiejętnością w sprawnym wspinaniu jest zakładanie asekuracji tam, gdzie jest taka możliwość i konieczność. Błędem jest pomijanie dobrego miejsca na założenie przelotu, o ile nie wypatrzymy kolejnego w zasięgu wzroku z komfortowym dojściem do niego.

Jeżeli wspinamy się na trudnym dla nas wyciągu to nie ma obawy, że pominiemy jakieś miejsce pod kość. Niemniej wspinając się po łatwym, idąc szybko, mamy tendencję do tzw. długich runout’ów (odcinków bez założonej asekuracji). Często okazuje się jednak, że po 10-15 metrach łatwego terenu obracamy się w dół, stwierdzamy, że już najwyższy czas, aby coś założyć, a tu jest problem, bo akurat wokół i w zasięgu wzroku nie ma sensownego miejsca.

Wówczas zaczyna się nerwowe poszukiwanie, dopasowywanie kostek do rysy itp. Wyraźnie wtedy spada tempo wspinania. 

Dobrą praktyką jest zakładanie w łatwym terenie asekuracji w miarę regularnie i w miejscach do tego dogodnych. Pozwoli to nam to w miarę komfortowo pokonać odcinki ze słabszą asekuracją i nie zakładać asekuracji ‘na siłę’.

Wtedy mamy szansę utrzymać wysokie tempo przez cały wyciąg.

Optymalizacja także na górnym stanowisku - w łatwym terenie możemy sobie pozwolić na asekurację z ciała. Joanna Klimas na szczycie Tępej. Fot. M. Semow

Efektywność na stanowiskach

Początkujące zespoły bardzo często tracą nieskończoną ilość czasu gramoląc się na stanowiskach. Podstawowa zasada jest taka, że im więcej rzeczy wykonujemy jednocześnie z naszym partnerem, tym mniej czasu tracimy. Im coś jest prostsze tym jest szybsze. Tak więc po kolei.

Dojście do stanowiska i ułożenie liny

Prowadzący dochodzi do końca wyciągu  i zakłada stanowisko – możliwie najprostsze z możliwych bezpiecznych. Polecamy kurs, który Was tego nauczy! Gdy łączymy punkty stanowiskowe taśmą, to im mniej węzłów, przekładania przez stałe punkty, itp. tym lepiej. Stanowisko powinno się zakładać się szybko i podobnie likwidować. 

  1. Po założeniu stanowiska, prowadzący wpina się do niego i podaje komendę “mam auto” (lub daje inny ustalony wcześniej sygnał), wpina przyrząd asekuracyjny. Nie ściąga butów, nie wybiera liny, nie je i nie pije, 
  2. asekurujący błyskawicznie wypina line z przyrządu podaje komendę “nie asekuruje/wybieraj” i sam zaczyna przygotowywać się do wspinania,
  3. prowadzący wybiera line, wpina ją do przygotowanego wcześniej przyrządu, sprawdza cały układ, woła “możesz iść” i zaczyna wybierać luz na linie. Pilnując liny hamującej i systematycznie wybierając pojawiający się luz, dopiero teraz może ściągnąć buty, zjeść i napić się.
  4. w trakcie wybierania liny przez prowadzącego, drugi ubiera buty zakłada plecak, a na bezpiecznych stanowiskach (rada dla zaawansowanych, którzy potrafią ocenić jakość stanowiska) może przepiąć się do jednego z punktów i zacząć już demontować stanowisko. Warto też przed komendą “możesz iść” poluzować węzeł wyblinki, tak, aby szybciej go wypiąć po otrzymaniu pozwolenia na wspinanie. 
  5. Wybierający linę dba o jej porządek. 

Porządek liny na stanowisku. Mamy tu kilka patentów :

  • na półce jest najłatwiej bo można po prostu linę położyć na niej. W przypadku gdy wybierający linę będzie kontynuował prowadzenie, warto rozważyć obrócenie liny przed prowadzeniem (przerzucenie zwiniętej liny dołem do góry), lub ułożenie jej na dwóch mniejszych “kupkach” tak aby łatwiej było ją później wydawać.
  • wiązanie liny na taśmie – opiszemy ten mało popularny sposób dokładniej w innym artykule. 
  • układanie liny zwojami na nogach lub lonży (linie łączącej nas ze stanowiskiem). Długość zwojów uzależniamy od tego kto będzie prowadzić następny wyciąg. Jeżeli będzie to:
    • wybierający linę – to znaczy, że musimy przekazać linę partnerowi – zaczynamy od krótkich zwojów i sukcesywnie je wydłużamy. Po dojściu partnera do stanowiska przekazujemy mu linę w taki sposób, że najdłuższe zwoje znajdują się na dole, a najkrótsze na górze. Najlepiej to zrobić poprzez chwycenie zebranych na lonży zwojów liny po zewnętrznej stronie od partnera (np. jeżeli partner jest po lewej, to chwytamy zwoje od prawej) i przerzucamy je na jego lonżę. 
    • zmieniamy się na prowadzeniu – zaczynamy od długich zwojów, sukcesywnie skracając. 
    • gdy nie podjęliśmy decyzji, kto będzie prowadzić wyciąg najlepiej mieć zwoje w miare równe. 

Ale o co chodzi z tą różną długością zwojów? 

Dobrze ułożona lina do prowadzenia, czyli od najdłuższych zwojów na dole, do najkrótszych na górze, będzie sprawnie wychodziła nie zahaczając o zwoje poniżej (bo są dłuższe).

Zbieranie i przekazanie sprzętu

Wspinający się na drugiego zbiera sprzęt wspinając się – to dość oczywiste. Ale czy zastanawialiście się nad tym gdzie i jak go wpina? 

  • jeśli będzie prowadził – to powinien wpinać go w uporządkowany sposób, tak jak chce go mieć potem na prowadzeniu – oszczędza to dodatkowego przepinania sprzętu na stanowisku,
  • jeśli nie będzie prowadził, sprzęt wpina szybko i w miarę dowolnie, jednakże nie powodując totalnego bałaganu. Sprzęt trzeba będzie przekazać i tak na stanowisku. Sprzęt można też wpinać na przygotowaną do tego celu taśmę, wtedy przekaże się ją całą prowadzącemu, który ułoży go na własnej uprzęży wg swoich upodobań.
Bartek Klimas "biegnie" na drugiego w Alpach. Fot. M. Semow

Inne operacje

W trakcie asekuracji na górnym stanowisku powinniście zlokalizować, jak przebiega następny wyciąg, w miarę potrzeby zerkając również na topo. 

Pomoże to w:

  • szybszej orientacji w drodze,
  • zaplanowaniu prowadzenia, na przykład dobraniu właściwego sprzętu do asekuracji 
  • właściwym ustawieniu partnera dochodzącego na stanowisku, tak aby osoba kontynuująca wspinanie była po właściwej stronie stanowiska.

Jeżeli po zakończeniu wspinania planujemy zjeżdżać linią drogi, to warto również w trakcie asekuracji zapamiętać kierunek zjazdu do poniższego stanowiska, punkty i formacje charakterystyczne. Może nam to znacząco pomóc podczas np. nocnych zjazdów.

Po dojściu partnera do stanowiska, staramy się zminimalizować ilość operacji i czas z tym związany. Dążymy do sprawnego przekazania sprzętu i informacji gdzie dalej biegnie droga.

W pierwszej kolejności po założeniu asekuracji przez drugiego, przekazujemy sprzęt osobie, która będzie prowadzić następny wyciąg. Najlepiej jest dopinać sprzęt do autoasekuracji partnera, aby uniknąć przekazywania go z ręki do ręki. Po przekazaniu sprzętu przepinamy przyrząd asekuracyjny, zakładamy punkt wysyłowy.

Starajmy się też w miarę naszych możliwości ułatwiać przygotowanie partnera do prowadzenia, np. poprzez doregulowanie długości własnej autoasekuracji (aby było nam wygodnie asekurować i jednocześnie nie przeszkadzać partnerowi w starcie w wyciąg) czy też odciążenia stanowiska przy wypinaniu partnera do prowadzenia.  

Długie drogi w takim otoczeniu to cel dla wielu z nas. Przy ponad 20 wyciągach każda zaoszczędzona minuta ma znaczenie. Fot. M. Semow

Kilka minut? A kto by się tym przejmował

Różnica pomiędzy optymalizacją, a gramoleniem może wynosić czasem tylko kilka, a czasem i kilkanaście minut na wyciąg – wydaje się to z pozoru niewiele. Może jest to niewiele w kontekście pojedynczego wyciągu czy też drogi 4 wyciągowej, niemniej przy 25 wyciągowej drodze nagle okazuje się, że z tych kilku minut mamy godzinę, a może nawet i kilka. Urwanie tych kilku minut tu i tam jest grą wartą świeczki i decyduje o tym czy skończymy drogę jeszcze w ciągu dnia, a nie po zmroku. A może i zdecyduje o tym, że jednak będziemy szybsi od naszych koleżanek co były na tej drodze :-).

Ilona Gawęda, Asia i Bartłomiej Klimas

To jest artykuł z serii “Proszę się wspinać” – czyli naszego autorskiego cyklu poświęconego wspinaczce górskiej. Wszystkie artykuły znajdziesz tutaj

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.